Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Amaral wszedł na boisko i Lech awansował

włącz .

Jak po grudzie szło Kolejorzowi w Głogowie, w spotkaniu pierwszej rundy Pucharu Polski. Miał przed sobą jeden z najsłabszych zespołów pierwszoligowych, a walczył z nim jak równy z równym. Dopiero wejście w końcówce na boisko Amarala, piłkarza z innej bajki, przyniosło groźne akcje, mistrzowskie asysty i dwie bramki. Mogło ich paść nawet więcej, szanse mieli także wychowankowie. Kolejorz zaczął grać dobrze i swobodnie dopiero po uzyskaniu prowadzenia. Wcześniej był sparaliżowany odpowiedzialnością, bo odpadnięcie uznane by zostało za kompromitację.

Trener Lecha nie byłby sobą, gdyby nie pozwolił zadebiutować w ważnym meczu pucharowym kolejnemu piłkarzowi. Tym razem padło na Jakuba Modera, który zagrał w pomocy obok wychowanka z nieco większym doświadczeniem – Mateusza Skrzypczaka. Do składu wrócili Gytkjaer, Jevtić, Makuszewski. Na ławce zasiedli Joao Amaral i Karlo Muhar, a w ogóle do Głogowa nie pojechali Thomas Rogne i Pedro Tiba.

Portugalczyków zabrakło w wyjściowym składzie pierwszy raz od dawna i było to widoczne. Gra Lechowi się nie kleiła. Nie mógł się zdecydować, czy stosować krótkie podania, czy długie przerzuty. Stanęło na tym, że na własnej połowie była mała gra, piłka krążyła między obrońcami, a kiedy pojawił się pressing gospodarzy, następowało wybicie do przodu, z reguły niecelne. Brakowało płynności, niewidoczni byli skrzydłowi, Gytkjaer musiał wracać po piłkę do strefy środkowej lub rozgrywać na bokach boiska.

Kiedy Lech przyspieszył, a zdarzało się to niestety rzadko i nie grał wszerz boiska, od razu zyskiwał przewagę, łatwiej mu było przedostać się pod bramkę Chrobrego. Akcje kończyły się niemal zawsze przed polem karnym wskutek niecelnego zagrania lub braku zrozumienia. Lech sprawiał wrażenie mało zdecydowanego, do tego mało skoncentrowanego. Raz po raz tracił piłkę po nieudanych zagraniach. Lepsze drużyny potrafiłyby to wykorzystać.

Lech zdobył gola kilka minut przed przerwą, ale został oszukany przez słabego sędziego Dobrynina, który doszukał się faulu strzelca – Jóźwiaka. Sędzia VAR okazał się takim samym „fachowcem” i nie zareagował. Powtórki pokazały, że obrońca podczas interwencji rzucił się na murawę bez niczyjej pomocy. Przed przerwą były i inne akcje Lecha, niestety spartaczone wskutek niedokładności, złych wyborów.

Drugą połowę Lech zaczął równie ślamazarnie jak pierwszą, jakby nie zależało mu na postawieniu gospodarzy w trudnej sytuacji. Tylko momentami przyspieszał, a wtedy od razu pod bramką rywala robiło się groźnie. Brakowało tylko celnych strzałów albo precyzji w rozegraniu. Po chwili sytuacja wracała do normy, gra przenosiła się do środka boiska, gdzie Chrobry raz po raz przerywał  mało skoordynowane ataki gości. Brakowało mu jakości, by wyprowadzać składne akcje. Mógł liczyć tylko na błędy obrońców Lecha, a tych w tym meczu nie brakowało, zwłaszcza Crnomarkovicowi grającemu beznadziejnie.

Dopiero 20 minut przed końcem nastąpiła zmiana. Na boisko wszedł Amaral, ale nie zastąpił Modera ani Skrzypczaka, lecz Jevticia rozgrywającego jeszcze jeden kiepski mecz. Równie słaby był Makuszewski. Kwadrans przed końcem Lech wreszcie zdobył bramkę. Nie po przemyślanym ataku pozycyjnym lecz po kontrze. Strzelcem był Gytkjaer, który wykorzystał doskonałe podanie Amarala. Portugalczyk brylował po wejściu na boisku. Był jedynym piłkarzem. Chwilę później wyprowadził Jóźwiaka na pozycję sam na sam, ale skrzydłowy strzelił źle.

Po uzyskaniu prowadzenia trener mógł wprowadzić na boisko kolejnego wychowanka – 17-letniego Kamińskiego. Na koniec debiut w spotkaniu o stawkę zaliczyć Filip Szymczak. Gdyby gol padł wcześniej, młodzi gracze pograłby dłużej. Gdyby trener nie sięgnął po Amarala, prawdopodobnie mielibyśmy dogrywkę. A tak kilka minut przed końcem meczu mogliśmy się cieszyć z „młodzieżowej” bramki dla Lecha. Rzut wolny z prawej strony boiska pod nieobecność Jevticia chciał prawą nogą wykonać Amaral. Zostawił piłkę lewonożnemu Puchaczowi a ten idealnie dośrodkował wprost na głowę Skrzypczakowi. Piękny, filmowy gol.

Z Lecha zeszło ciśnienie i zaczął wreszcie grać tak, jak powinien od początku – z rozmachem, szybko, ofensywnie. Przed życiową szansą bramkową stanął Kamiński, oczywiście po kolejnym podaniu Amarala. Obciążenie psychiczne, towarzyszące drużynie przez większość spotkania, nie posłużyło młodej drużynie.

Chrobry Głogów – Lech Poznań 0:2 (0:0)

Gole: Gytkjaer 75, Skrzypczak 84

Żółte kartki: Lebedyński, Ziemann, Mandrysz, Kozak - Jevtić.

Chrobry: Mateusz Abramowicz, Michał Ilków-Gołąb, Łukasz Góra, Michał Michalec, Przemysław Stolc, Miłosz Kozak, Maciej Diduszko (46 Robert Mandrysz), Szymon Drewniak, Marcek Ziemann, Adrian Benedyczak (89 Dominik Piła), Mikołaj Lebedyński (79 Gerard Artigas).

Lech: Mickey van der Hart, Robert Gumny, Tomasz Dejewski, Djordje Crnomarković, Tymoteusz Puchacz, Maciej Makuszewski (79 Jakub Kamiński), Mateusz Skrzypczak, Jakub Moder, Kamil Jóźwiak, Darko Jevtić (70 Joao Amaral), Christian Gytkjaer (86 Filip Szymczak).