Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech wygrał wymianę ciosów

włącz .

Niesamowity mecz w Bełchatowie. Obie połowy całkowicie inne. Po pierwszej Lech wydawał się pewnym zwycięzcą, a niewiele mu zabrakło nawet do porażki, bo w drugiej stanął. Stracił prowadzenie, był w potężnych opałach, na szczęście stać go było na zadanie decydującego ciosu. Kibice kochają emocje, ale w drugiej połowie piłkarze Lecha mogli ich im oszczędzić.

Tym razem w wyjściowym składzie Lecha znalazło się trzech młodych piłkarzy. Na ławce na swą szansę czekało – nie licząc bramkarza Miłosza Mleczki – trzech dalszych. To kolejny dowód na to, że trener jest konsekwentny w stawianiu na wychowanków. Może nawet do przesady, bo znów tylko rezerwowymi byli zawodnicy, którzy znaleźliby miejsce w każdej polskiej jedenastce – Joao Amaral i Maciej Makuszewski. Niedoświadczonym graczom trudno zachować kontrolę nad meczem, utrzymać prowadzenie. Tym razem się udało...

Pierwsze sekundy meczu w przypomniały koszmar Lecha z sezonów poprzednich. Rozpoczął od środka, wykonał kilka podań, wycofał do bramkarza, a ten wybił piłkę do przodu, na stratę i Raków mógł wyprowadzić groźny atak. Na szczęście Lech potem grał dużo lepiej, ofensywnie, z rozmachem. Nie było mu łatwo, bo silni fizycznie przeciwnicy wykazywali się agresją, doskakiwaniem do graczy Kolejorza.

Gospodarze nie bawili się w otwartą grę. Chowali się przed Lechem na własnym polu karnym. Receptą na tę wzmocnioną defensywę były strzały z daleka. Już w pierwszym kwadransie Lech oddał takie cztery, z czego dwa Puchacz. Wszystkie były celne, ale za każdym razem bramkarz beniaminka odbijał lub łapał piłkę. Było oczywiste, że chcąc zaskoczyć defensywę trzeba pokazać trochę więcej niż podania po obwodzie i uderzenia z dystansu.

Na szczęście są jeszcze stałe fragmenty gry, a tych Lech w tym meczu wykonywał sporo. Upłynęło pół godziny gry i kilka rzutów rożnych, gdy po raz kolejny piłkę w rogu boiska ustawił Jevtić. Obrona pogubiła się, nie zatrzymała piłki, którą jako ostatni dotknął Muhar i Lech dość przypadkowo objął prowadzenie. Na tym nie poprzestał. Natychmiast zaskoczył kontratakiem oszołomienie piłkarzy Rakowa, dobrze rozegrał piłkę, Jóźwiak uruchomił Tibę, który jednak strzelił za słabo i Gliwa obronił.

Chwilę później rozpędzony Lech zadał jeszcze jeden mocny cios. Puchacz podał do niewidocznego do tej pory Gytkjaera, ten do Jóźwiaka, który będąc w dobrej sytuacji dostrzegł, że Duńczyk jest w jeszcze lepszej. Snajper Lecha nie miał żadnych problemów ze zdobyciem pierwszego od niepamiętnych czasów gola na wyjeździe. W ciągu dwóch minut Lech wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. Kilka minut później, po kolejnej dobrej akcji do piłki dopadł Kostewycz i trafił w słupek.

Przed przerwą Lech oddał 12 strzałów, z tego 7 celnych. Gospodarze tylko 3 niecelne. Nie ma wątpliwości, która drużyna była lepsza, ale należało rozegrać drugie 45 minut. Raków po przerwie pokazał się z dużo lepszej strony. Już w pierwszych minutach bardziej zagroził Lechowi niż wcześniej. Gola mógł zdobyć chwilę po gwizdku, jednak trafił tylko w słupek. Po kolejnej akcji przypadkowy faul w polu karnym popełnił Šatka i Raków złapał kontakt. I nadal grał bardzo dobrze. Po błędzie Muhara van der Hart uratował Lecha w sytuacji beznadziejnej.

Lech doszedł wreszcie do głosu. Po pięknym rozegraniu piłki przez Jevticia i Kostewycza ten pierwszy strzelił mocno, ale minimalnie niecelnie. Goście opanowali sytuację – tak się przynajmniej wydawało. Jednak Raków wciąż grał agresywnie i ofensywnie, więc mecz był szybki i ciekawy. Kwadrans przed końcem wielki pech spotkał Gytkjaera. We własnym polu karnym został trafiony piłką w rękę. Był odwrócony, nie mógł się przed tym uchronić, więc goście otrzymali drugi rzut karny. Był remis, a Raków dostał skrzydeł i wciąż nacierał. Teraz to Lech sprawiał wrażenie oszołomionego.

Do czasu, bo znów dała o sobie znać klasa i doświadczenie czołowych graczy Kolejorza. 10 minut przed końcem Jevtić świetnie wykonał rzut rożny, posłał piłkę na drugi słupek, gdzie stał Gytkjaer. Miał opuścić boisko, przy linii bocznej niecierpliwie na zmianę czekał Tomczyk, na szczęście Duńczyk został jeszcze na ten stały fragment. Po jego celnym strzale głową Gliwa był bez szans. Kolejorz odzyskał prowadzenie, ale musiał sie mocno starać, by znów go nie stracić, bo Raków mocno zaatakował. Trener Żuraw zastosował wariant defensywny - Jevticia zastąpił Rogne.

Przewaga beniaminka zrobiła się ogromna. Na przedoolu van der Harta dochodziło do scen dantejskich, Holender raz po raz bronił strzały z najbliższej odległości. Nie udawało się wyprowadzić piłki do strefy środkowej, było coraz groźniej. W ostatniej minucie doliczonego czasu z boiska za drugą żółtą kartkę wyleciał Makuszewski ratujacy faulem drużynę przed niebezpiecznym atakiem. Obrona Lecha dwoiła się i troiła, udało się jej zapobiec nieszczęściu.

Raków Częstochowa – Lech Poznań 2:3 (0:2)

Bramki: Petr Schwarz 51 (k), 74 (k) – Karlo Muhar 30, Christian Gytkjaer 32, 84.

Raków: Michal Gliwa, Dawid Szymonowicz, Tomas Petrasek, Arkadiusz Kasperkiewicz, Jakub Apolinarski (69 Daniel Bartl), Bryan Nouvier (63 Felico Brown Forbes), Petr Schwarz, Igor Sapała (89 Andrija Luković), Miłosz Szczepański, Patryk Kun, Sebastain Musiolik.

Lech: Mickey van der Hart, Robert Gumny, Lubomir Šatka, Djordje Crnomarković, Wołodymyr Kostewycz, Tymoteusz Puchacz, Karlo Muhar, Pedro Tiba, Darko Jevtić (88 Thomas Rogne), Kamil Jóźwiak (75 Maciej Makuszewski), Christian Gytkjaer (86 Paweł Tomczyk).

Żółte kartki: Petrášek, Kasperkiewicz - Gumny, Crnomarković, Makuszewski, Kostewycz.

Czerwona kartka: Maciej Makuszewski (90+3, za drugą żółtą).