Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Na takiego Lecha czekaliśmy! Piękne zwycięstwo, świetna gra

włącz .

Ambitna, porywająca gra młodej drużyny i okazałe zwycięstwo zrobiły duże wrażenie na kibicach. 16-tysięczna publiczność świetnie się bawiła, oklaskiwała szybkie akcje piłkarzy, cieszyła się z czterech goli strzelonych Wiśle Płock. Takich scen nie oglądaliśmy tu od niepamiętnych czasów.

Czterech młodzieżowców wystąpiło w wyjściowej jedenastce Kolejorza. W dodatku stanowili oni o sile drużyny, trener nie wystawił ich na siłę. Pierwsze minuty spotkania były wyrównane, bo Wisła Płock próbowała grać tak, jak gospodarze – z wysokim pressingiem, rozpoczynając akcje od podań na własnej połowie. Szybko jednak wyższa jakość zawodników Lecha wzięła górę.

Opłaciło się naciskanie na obrońców i bramkarza, utrudnianie im wyprowadzania piłki z defensywy. Zaatakowani Płocczanie próbowali się ratować podaniami do najbliższego partnera, a gracze Lecha ostro naciskali. Zakończyło się to sfaulowaniem w polu karnym Pawła Tomczyka, który bliski był przejęcia piłki. Rzut karny pewnie wykonał Darko Jevtić, w ten sposób mecz się rozpoczął tak, jak można było wymarzyć.

W dodatku jeszcze w pierwszej połowie mógł paść drugi gol dla Lecha. Doskonałe podanie Kostewycza w pole karne dotarło do Jevticia. Ten uderzył dla siebie nietypowo, bo głową i do szczęścia zabrakło mu milimetrów. Piłka odbiła się od poprzeczki i murawy tuż przed linią bramkową. Gdyby padł gol Lech miałby otwartą drogę do zwycięstwa. Mając nikłą stratę Wisła mogła odebrać mu prowadzenie i rzeczywiście po przerwie ostro natarła, zamknęła Lecha na jego połowie.

Miała jednak takiego pecha, jak Jevtić przed przerwą – strzelający z dystansu Furman obił poprzeczkę. Lech wreszcie otrząsnął się z przewagi gości i kilka razy poważnie im zagroził. Robert Gumny przyjął znakomite podanie od Jevticia, przerzucił piłkę na rywalem, wpadł w pole karne, zagrał do Gytkjaera, który w międzyczasie zastąpił Tomczyka, ale dała o sobie znać długa przerwa w grze Duńczyka – fatalnie przestrzelił. Potem jednak się zrehabilitował. Jevtić znalazł się w świetnej pozycji, mógł strzelić, ale wypatrzył Gytkjaera, a ten tym razem okazji nie zmarnował.

Kilka minut przed końcem meczu Wisła stanęła przed szansą odrobienia strat. Atakowała, tworzyła dobre sytuacje, miała też przewagę jednego piłkarza, gdy za drugą żółtą kartkę boisko opuścił Crnomarković. Lech w tym właśnie momencie zaimponował publiczności. Nie zagrał defensywnie, nie bronił wyniku, ale natychmiast przeniósł akcję na połowę gości. Zaczynał się doliczony czas gry, gdy piękną bramkę zdobył Jóźwiak. Rozegrał akcję z Kostewyczem i z ostrego kąta niespodziewanie strzelił całkowicie zaskakując bramkarza.

Płocczanie zachowywali się, jakby ktoś z nich spuścił powietrze. Dawali się ogrywać atakującemu mimo osłabienia Lechowi. Gytkjaer krótko przed końcem zdobył swego drugiego gola, czwartego dla drużyny wykorzystując akcję i dobre podanie Tiby. Publiczność szalała z radości, piłkarze Lecha grali jak natchnieni, przeciwnicy nie wiedzieli, co się dzieje. Końcowy gwizdek był dla nich wybawieniem, mogli stracić kolejne gole. Nie ulega wątpliwości, że jeżeli młodzi piłkarze Lecha podtrzymają świetną atmosferę w drużynie i wolę walki, nie zmienią ofensywnego stylu, to trybuny zapełnią się szybko. Kibice lubią takie podejście, taki styl gry.

Lech Poznań – Wisła Płock 4:0 (1:0)

Bramki: Jevtić 13 (karny), Gytkjaer 72, 90, Jóźwiak 90

Żółte kartki: Crnomarković, Jóźwiak - Rasak, Milašius.

Czerwona kartka: Crnomarković (za drugą żółtą).

Lech: Mickey van der Hart, Robert Gumny, Thomas Rogne, Djordje Crnomarkovic, Wołodymyr Kostewycz, Tymoteusz Klupś (27 Tymoteusz Puchacz), Pedro Tiba, Darko Jevtić (82 Filip Marchwiński), Kamil Jóźwiak, Paweł Tomczyk (62 Christian Gytkjaer).

Wisła: Barytłomej Żynel, Jakub Rzeźniczak (81 Cezary Stefanczyk), Michał Marcjanik, Alan Uryga, Piotr Tomasik, Titas Milašius (32 Olaf Nowak), Bartłomiej Sielewski, Damian Rasak, Dominik Furman, Mateusz Szwoch, Oskar Zawada (70. Ricardinho).