Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Mercedes w garażu, czyli niedosyt

włącz .

Grę Lecha w Gdyni oglądało się z dumą. Atakował z rozmachem, widowiskowo, a Darko Jevtić i Pedro Tiba prezentowali się na tle wyrobników z Gdyni jak goście z innej planety. Jak to możliwe, że nie udało się takiego meczu wygrać, a niewiele brakowało do straty wszystkich punktów? Młodość ma swoje prawa. Jest jednocześnie i kłopotem, i szczęściem Lecha.

W koszulkach Lecha, w meczu przeciwko Arce pokazali się młodzi: Gumny, Jóźwiak, Puchacz, Tomczyk. W końcówce przebywali na boisku jednocześnie. To wszyscy młodzieżowcy, których trener zabrał do Gdyni. W odwodzie ma jeszcze Klupsia, Marchwińskiego, Skrzypczaka, Modera, którzy już się w ekstraklasie pokazują. Trener im ufa, stawia na nich, a kibicom w to graj, bo to nasi chłopcy, tutejsi, przyszłość Kolejorza.

Czy aby na pewno przyszłość? Nikt nie ma złudzeń, że którykolwiek z nich zapuści korzenie w Lechu. Wszyscy prędzej lub później wyjadą grać w dużo lepszych ligach. Jeżeli patrzymy na tych młodych zawodników jako na klubową przyszłość, to tylko w sensie finansowym. Lech zainwestował w szkolenie takich jak oni potężne pieniądze, ale zarobi na tym pieniądze, jak na polskie warunki, przepotężne.

Stawianie na młodych to najlepsze, co może zrobić Lech. Trudno jednak nie nabrać wątpliwości, czy w niektórych sytuacjach nie poszedł za daleko. W Gdyni do szczęścia, czyli do udokumentowania świetnej postawy zabrakło tylko jednego: bramki. Kolejny raz bramkarz przeciwnika rozegrał kapitalne spotkanie. Był tego dnia nie do pokonania. Ale czy na pewno? Warto tu wspomnieć słynne zdanie Jerzego Kuleja o tym, że nie ma bokserów odpornych na ciosy, są tylko źle trafieni. Šteinbors nie jest odporny na ciosy.

Cały mecz na ławce rezerwowych Lecha przesiedział Joao Amaral, gracz klasy europejskiej. Jego umiejętności pozwalają jednym zagraniem, jednym strzałem odwrócić losy rywalizacji. Wykorzystywał już zresztą w barwach Lecha tzw. piłki meczowe. W Gdyni czas uciekał, a trener rezygnował z tej jakości tylko dlatego, że Amaral nie jest młodym Polakiem, nie trzeba go ogrywać. Wolał desperacko sięgnąć po Żamaletdinowa, jakby tliła się jeszcze nadzieja, że Rosjanin przełamie niemoc.

Szanse, jakie w ostatnich minutach otrzymali Puchacz i Tomczyk prawdopodobnie przyspieszą ich piłkarski rozwój. Wypada jednak w takiej sytuacji pytać o prawdziwy priorytet Lecha. Chce ograniczyć się do promowania młodych, czy także wygrywać mecze, walczyć o trofea? Najlepiej by było połączyć jedno z drugim. Skoro się nie udało, to wiosną może się okazać, że stracone dwa punkty mają wartość bezcenną.

Po gdyńskim meczu podniosły się głosy kibiców i komentatorów, że Lech nie wygrał, bo brakuje mu klasowych zawodników, głównie w ataku i na skrzydle. Gytkjaer znów rozczarował, był najgorszy w drużynie, a Makuszewski jest nieskuteczny, w kluczowych momentach podejmuje fatalne decyzje, nie dostrzega kolegów. Gdyby klub rzeczywiście miał zamiar sięgnąć po nowych zawodników, musiałby rozważyć, czy znajdzie dla nich miejsce na boisku kosztem młodzieży. Przecież mamy już Amarala, najdroższego rezerwowego w ekstraklasie.

Mimo straty w dwóch ostatnich meczach czterech punktów Lech zaufania kibiców nie straci, robił przecież wszystko, by wygrać i dobrze się pokazać. Jednak kibice nie mogą się doczekać trofeów. Trochę się od nich odzwyczaili. Trudno zrozumieć kogoś, kto kupuje drogie auto po to, by nieużywane stało w garażu. Lech musi wygrywać, by pokazywać się w Europie. Dla szkolenia młodzieży będzie to bezcenne.