Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Droga donikąd

włącz .

Piłkarze Lecha wysłali w świat jednoznaczny komunikat: nie będziemy umierać za Ivana Djurdjevicia. Grali tak, jakby na boisku znaleźli się z przymusu i marzą tylko o zakończeniu warszawskich męczarni, zajęciu miejsca w autokarze, powrocie do Poznania i do zajęć ciekawszych niż jakaś tam gra dla Lecha. Mamy do czynienia z kolejnym przesileniem. Wszystkie poprzednie kończyły się zmianą trenera. Nowy budował drużynę do czasu, aż wszystko znów zaczynało się walić.

Katastrofa budowlana

włącz .

Piłkarze Lecha niczym już nas nie zaskoczą. Przeżyliśmy pucharowe klęski po litewsku i po islandzku, napatrzyliśmy się na ligowe porażki, załamaliśmy się pod koniec poprzedniego sezonu. Kiedy wydawało się, że teraz już będzie normalnie, bo będąca w budowie drużyna najgorsze ma za sobą, przyszedł mecz z Wisłą. Okazało się, że temu zespołowi nadal coś dolega. Coś poważnego.

Lokomotywa na właściwym torze

włącz .

Wielokrotnie wydawało się, że idą nowe czasy dla Lecha. Przychodził trener, brał rozbity zespół do kupy, otrzymywał nowych zawodników, odnosił dobre wyniki. Prędzej lub później dzielił los wszystkich poprzedników – wyrzucano go, gdy zespół wpadł w kryzys. Teraz jest jakoś inaczej. Nigdy dotychczas kibice nie pokładali tak wielkich nadziei w jednym człowieku.

Pozytywne aspekty pucharowej klapy

włącz .

Pojedynek z KRC Genk nie był pierwszym zetknięciem się Lecha z futbolem belgijskim. Zmagał się też z Brugią. Też sobie nie poradził, ale był bez porównania bliżej awansu niż teraz. Przez tę prawie dekadę świat nam odpłynął. Futbol belgijski jest na fali. Futbol polski utknął na manowcach. Lech nie jest wyjątkiem, choć rokuje trochę lepiej niż pozostałe kluby naszej „ekstraklasy”.

Lech zmienia się bardzo powoli

włącz .

Zwycięzców się nie sądzi, a Lech w Płocku wygrał, zresztą dopiero drugi raz w historii. Do euforii jednak daleko. Gra przez większość spotkania była taka, że zęby bolały od patrzenia na nią, a po juniorskich zagraniach Raduta, Jevticia, niestety także Tiby, po bojaźliwych podaniach do tyłu, gdy można było gospodarzy skaleczyć, kibiców ogarniała bezsilna złość.