Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Młodzież nie jest jedynym atutem Lecha

włącz .

Ciekawe, twórcze, a jednocześnie piekielnie trudne zadanie postawił sobie trener Dariusz Żuraw. Szkoli i promuje młodzież. Stara się, by stanowiła ona dużą część drużyny nie zabiegającej o bezpieczne miejsce w środku tabeli, ale walczącej o jak najwyższe lokaty pokazując przy tym futbol ofensywny, ciekawy, wręcz radosny, przyciągający kibiców.

Kto po meczu ze Śląskiem martwił się, że następne spotkanie nie przyciągnie na Bułgarską równie dużej liczby kibiców, może odetchnąć z ulgą. W dwóch spotkaniach wyjazdowych Kolejorz pokazał grę ciekawą, obiecującą, momentami świetną. Szkoda, że nie przez całe 90 minut, ale nie wszystko uzyska się od razu. W Gdyni taka postawa nie wystarczyła do zwycięstwa, brakowało skuteczności. Praca nad tym elementem przyniosła owoce – w Bełchatowie padły trzy bramki dla Lecha.

Na mecz z Rakowem trener zabrał siedmiu młodzieżowców. Wszystkich posłać na boisko nie mógł, bo zależało mu na zwycięstwie. Do wyjściowego składu załapali się „tylko” Gumny, Jóźwiak, Puchacz. Na ławce zasiedli Mleczko, który nie ma szans wygryźć ze składu van der Harta, a także Tomczyk, Marchwiński, Kamiński. Ten ostatni, gracz 17-letni, jeszcze się w ekstraklasie nie pokazał. Po pierwszej połowie wydawało się, że zaliczy debiut. Na przeszkodzie stanął brak dojrzałości drużyny, która pozwoliła Rakowowi rozwinąć skrzydła. Koło się zamknęło.

Całe szczęście, że odwaga trenera w stawianiu na młodzież nie przełożyła się na stratę punktów. Przy niewielkiej pomocy pana Złotka ze Stalowej Woli Lech stracił prowadzenie zanim zdołał strzelić trzeciego, zamykającego rywalizację gola. Tydzień wcześniej w Gdyni zwycięski gol nie padł. Zabrakło klasy w ofensywie, spokoju. Lechowa młodzież robiła w polu karnym Arki sztuczny tłok, gdy Joao Amaral okupował ławkę rezerwowych. Portugalczyk ma umiejętności wyższe niż na polską ligę, ale uznania w oczach trenera nie znajduje.

W Bełchatowie też nie opuścił ławki. Czy jest jeszcze w Lechu potrzebny? Nie przyszedł tu za darmo. Nie wiemy, ile naprawdę kosztował, bo różnie się o tym mówi, ale prawdopodobnie pobił transferowy rekord klubu. Nie wiemy też, czy wszedł w konflikt z trenerem, czy też ten po prostu go nie lubi, albo nie ceni jego walorów. Powoli zaczyna to wyglądać na marnotrawstwo, bo błyskotliwy Portugalczyk straci rytm meczowy i trudno mu będzie wrócić na poziom, jakim zaimponował piłkarskiej Polsce. Ludzie przychodzą na stadion po to, by oglądać błyskotliwe zagrania i strzały. Nie tylko po to, by wspierać Lechowy skarb, czyli wychowanków.

Raków Częstochowa to beniaminek, drużyna na dorobku. Trener Marek Papszun zbudował mocny, ciekawie grający zespół, ale to jeszcze nie jest ligowa potęga. Nie powinno być tak, że zaliczający się, albo chcący się zaliczać do ligowej czołówki Lech nie jest traktowany przed starciem z Rakowem jako zdecydowany faworyt. Druga połowa pokazała, ile jeszcze brakuje, by Kolejorz jechał na taki wyjazd jak po swoje. Ostatecznie wygrał, ale nie dlatego, że ma liczną, zdolną młodzież, ale że stać go na graczy klasowych – Tibę, Jevticia, Gytkjaera. Zwycięska bramka była dziełem dwóch ostatnich. Nie wierzę, by udało się przywieźć punkty z Bełchatowa, gdyby Tomczyk zastąpił Gytkjaera minutę wcześniej.

Dariusz Żuraw wyciąga wnioski z niepowodzeń, czym różni się od poprzedników. Po remisie w Gdynie nastawił się na trenowanie skuteczności. Przyniosło to powodzenie, oddający mnóstwo strzałów Lech zaczął wreszcie trafiać. Trener powinien rozważyć, czy opłaca mu się nie sięgać po najlepszych zawodników. Przed Lechem mnóstwo trudnych spotkań. Dotychczas słabo sobie radził z czołowymi zespołami. Chcąc wygrywać, trzeba wykorzystywać wszystkie atuty. I uważać, by promując młodzież nie popaść w kosztowną przesadę.

Józef Djaczenko