Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nie udało się zdobyć gola. Tylko remis Lecha w Gdyni

włącz .

Miażdżąca przewaga Kolejorza, stały napór, mnóstwo strzałów – wszystko to na nic. Bramkarz Arki Šteinbors bronił fenomenalnie, podobnie jak tydzień wcześniej Putnocky. Uratował swej drużynie punkt, na który nie zasłużyła. Kolejorz może mieć pretensje do siebie, bo choć grał dobrze, ofensywnie, to jego nieskuteczność była dramatyczna.

Przez grę w drużynie rezerw do pierwszego zespołu – tak można powiedzieć o dwóch piłkarzach Lecha. Lubomir Šatka i Maciej Makuszewski tydzień temu wystąpili w II lidze, a teraz znaleźli się w wyjściowym składzie. Słowak „wygryzł” z niego Rogne, a „Maki” Amarala, który znów zaczął spotkanie na ławce rezerwowych. I siedział na niej do końca, choć bardzo by się przydał. Każda drużyna ekstraklasy przyjęłaby tak klasowego gracza z pocałowaniem ręki…

Arka początkowo nie kwapiła się ze stosowaniem pressingu, czekała na rywala na swojej połowie. Obrońcy Lecha mieli swobodę w wyprowadzaniu piłki, ale i tak van der Hart już w 5 minucie w niegroźnej sytuacji podał do samotnie stojącego przeciwnika. Zapachniało stratą gola, na szczęście szybko udało się nie tylko odzyskać piłkę, ale i wyprowadzić świetny atak. Po podaniu Jevticia Jóźwiak szarżował sam na sam ze Šteinborsem, który desperackim wybiegiem uratował swą drużynę. Kilka minut później strzelający z dystansu Tiba trafił w słupek.

Nie było wątpliwości, który zespół jest lepszy. Lech utrzymywał się przy piłce, raz po raz zagrażał rywalom. Kiedy stracił piłkę, natychmiast aktywnym pressingiem próbował ją odzyskać. Obrońcy z Gdyni ratowali się wybijaniem piłki na róg. Stałe fragmenty niestety nie były mocną bronią Lecha, ale i tak miał wiele okazji bramkowych. Po uderzeniach głową fatalnie pudłowali obaj skrzydłowi. Potężnie, ale minimalnie niecelnie uderzył Jevtić przejmując piłkę odbitą przez bramkarza po strzale Tiby.

Mecz przypominał nieszczęsny finał Pucharu Polski, przegrany przez Lecha mimo ogromnej przewagi i wielu okazji bramkowych. Gol wisiał w powietrzu, ale nijak piłka nie mogła wpaść do bramki. Pod koniec pierwszej połowy Arka zagrała trochę odważniej, mecz się nieco wyrównał, mimo iż w dalszym ciągu każde szybsze wyjście gości do przodu powodowało alarm w szeregach gdynian.

Jak można się było spodziewać, zachęcona udaną końcówką pierwszej połowy Arka lepiej zacznie drugą. I rzeczywiście grała agresywniej, ofensywniej. To nie znaczy, że obraz meczu się zmienił. Nadal znaczną przewagę miał Lech, był częściej przy piłce, nacierał głównie prawą stroną. Brakarz Arki dwoił się i troił, by nie dopuścić do straty gola. Po świetnym kontrataku, rozprowadzonym przez Tibę piłka trafiła do Makuszewskiego. Bramka wydawała się pewna. Skrzydłowy zachował się jednak beznadziejnie. Zlekceważył kolegów. Z trudnej pozycji oddał fatalny, bardzo niecelny strzał. Niebawem zastąpił go na boisku Puchacz.

Lech musiał mozolnie budować akcje ofensywne, stosować atak pozycyjny uważając, by nie dać się zaskoczyć. Arka kilka razy postraszyła van der Harta, który przestał bawić się w spokojne budowanie akcji od tyłu, wybijał piłkę do przodu w stylu Buricia. Na szczęście lepsi technicznie Lechici często ją odzyskiwali. Ciągle jednak musieli się strzec kontrataków. Po jednym z nich bramkarz Lecha z trudem obronił groźny strzał, ale sędzia dostrzegł w tej akcji fauli Gumnego i podyktował rzut karny. Błąd arbitra naprawił VAR, „jedenastki” nie było, Lech mógł walczyć o prowadzenie, a nie o wyrównanie.

Gospodarze nie przebierali w środkach. Kwadrans przed końcem Gytkjaer został brutalnie sfaulowany. Sędzia podjął kontrowersyjną decyzję – pokazał miejscowemu obrońcy tylko żółtą kartkę. Kulejącego Duńczyka zastąpił Paweł Tomczyk. Przewaga Kolejorza narastała, Arka broniła się desperacko. 10 minut przed końcem rzut wolny wykonywał Jevtić, specjalista w tej dziedzinie. Uderzył doskonale, ale bramkarz sparował piłkę na słupek. Jak nie idzie, to nie idzie…

Na ostatnie minuty trener w miejsce Muhara dał szansę Żamaletdinowowi. Teoretycznie zwiększyło to siłę ofensywną. Tylko teoretycznie, w praktyce zwiększył się chaos, gdy gracze Kolejorza chcieli z piłką wjechać do bramki. Bardzo trudno było sforsować zasieki ustawione w polu karnym. Jeszcze w doliczonym czasie bramkarz fenomenalnie obronił strzał Tomczyka. Po chwili Arka nie wykorzystała świetnej kontry, a mogła sprawić sensację. Gra zrobiła się szalona, każdy wynik w tym momencie wchodził w grę. Niestety, szczęście tego dnia było przy dużo gorszej, ale nie pozwalającej sobie strzelić gola Arce.

Arka Gdynia – Lech Poznań 0:0

Arka: Pavel Šteinbors, Michael Olczyk, Christian Maghoma, Adam Danch, Frederik Helstrup, Mateusz Młyński (62 Kamil Antonik), Adam Deja, Michał Nalepa, Marcin Budziński (90 Adam Marciniak), Santi Samanes (90 Dawit Schritladze).

Lech: Mickey van der Hart, Robert Gumny, Lubomir Šatka, Djordje Crnomarković, Wołodymyr Kostewycz, Maciej Makuszewski, Tymoteusz Puchacz, Karlo Muhar (88 Timur Żamaletdinow), Pedro Tiba, Darko Jevtić, Kamil Jóźwiak, Christian Gytkjaer.

Żółte kartki: Budziński, Maghoma, Danch, Nalepa – Jóźwiak.