Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Mecz niewykorzystanych okazji. Tylko remis Lecha

włącz .

Przed meczem wydawało się, że bardzo osłabionemu Lechowi trudno będzie choćby zremisować z Zagłębiem. Niewiele jednak zabrakło do zwycięstwa. Dwukrotnie Kolejorz przegrał z nieprzychylnym VAR-em. Stworzył mnóstwo okazji bramkowych, ale i tyle samo, niecelnymi podaniami, sprezentował gościom. Nikt by się nie zdziwił, gdyby wynik brzmiał 5:5, a nie 1:1.

Trener Dariusz Żuraw nie ma aktualnie ani jednego typowego napastnika. Musiał sięgnąć po Krzysztofa Kołodzieja z zespołu rezerw, któremu dał szansę dopiero w końcówce, a który mógł wtedy zdobyć nawet dwie bramki. Na pozycji nr 9 zagrał Darko Jevtić, był więc tzw. fałszywym napastnikiem. Nie mógł grać obrońca Rogne, więc trener „odkurzył” Goutasa, który grał dobrze, ale pechowo.

Początek dla swobodnie rozgrywającego piłkę, ale nie dochodzącego do wielu dobrych okazji bramowych Zagłębia. Potem kilka niezłych ataków przeprowadził Lech. Oba zespoły grały ofensywnie, wysoko atakowały przeciwnika, więc zapowiadało się na otwarty, widowiskowy futbol. Potwierdziło się to, choć mnożyły się błędy, brakowało jakości, spokoju w rozegraniu ataków, a Lech na dodatek nie radził sobie z wyprowadzaniem piłki spod własnej bramki. Wielokrotnie podawał wprost do przeciwników, którzy dzięki temu łatwo zdobywali teren i siali zamieszanie na przedpolu Buricia.

Zagłębie miało kilka świetnych okazji w pierwszej połowie. W jednym przypadku zabrakło centymetrów, by piłka przekroczyła linię bramkową. Ostatnią instancją był Burić, dobrze spisywał się też Goutas. Lech też mógł objąć prowadzenie, gdy Klupś zakończył rajd dobrym dośrodkowaniem, a Marchwiński źle trafił w piłkę marnując „setkę”.

Co nie udało się przed przerwą, powiodło się kilkadziesiąt sekund po rozpoczęciu drugiej połowy. Tiba minął obrońców kilkanaście metrów przed bramką Zagłębia. Do piłki dopadł Jóźwiak i z półobrotu natychmiast skierował ją pod poprzeczkę. Mecz było od tej chwili dużo ciekawszy, bo goście naciskali, a Lech nastawił się na kontry. Kilka razy mógł „skaleczyć” Zagłębie. Na przeszkodzie stawały desperackie interwencje obrońców lub niedokładne zagrania Jevticia, bardzo zresztą w tym meczu aktywnego, Jóźwiaka, czy Klupsia.

Można mieć wielkie pretensje do zawodników Lecha za… napędzanie ataków Zagłębia. Równie często jak w pierwszej połowie podawali wprost do rywali. A jednak potrafili też atakować dużą liczbą zawodników, swobodnie rozprowadzać ataki pozycyjne. Groźniej było mimo wszystko po kontrach. Lech wywalczył sobie karnego, gdy szarżujący Klupś został powalony w polu karnym. Sędzia nie zawahał się, ale otrzymał sygnał od VAR-u, że pierwszy kontakt między graczami nastąpił przed polem karnym. Sam faul nastąpił już w „szesnastce”, więc karny był ewidentny. Co gorsze, sędzia Lasyk nawet się nie pofatygował, by obejrzeć powtórkę tej akcji.

Zamiast „jedenastki”, która mogła zamknąć ten mecz, był więc tylko rzut wolny, który niczego nie zmienił. Potem Lech miał kolejne okazje bramkowe. Strzelali najlepszy w Lechu Tiba, Jevtic, Klupś, Jóźwiak, potem rezerwowy Tomasik. W poprzeczkę trafił Goutas. Nie mniej dobrych okazji miało Zagłębie, ale partaczyło je niesamowicie, albo na wysokości zadania stawał Burić. Najlepszą szansę stracił Starzyński nie trafiając z kilku metrów.

Kilka minut przed końcem wydawało się, że Lech jednak dowiezie prowadzenie do końca. Wtedy jednak mieliśmy kolejną kontrowersję rozstrzygniętą na niekorzyść Kolejorza. Pawłowski po pojedynku z Goutasem upadł na murawę w polu karnym. Zobaczył żółtą kartkę za „symulkę”, ale znów wtrącił się VAR. Sędzia tym razem udał się przed monitor, by po długim czasie zmienić decyzję i podyktować rzut karny. Kontakt między zawodnikami był, upadek był, ale nie był to faul kwalifikujący się do wskazania „jedenastki”. W ten sposób Lech stracił prowadzenie.

Zagłębie spieszyło się ze wznowieniem gry licząc na zwycięstwo. Ruszyło do przodu stwarzając sobie kolejne dobre okazje bramkowe, ale Lech nie pozostał dłużny. W ostatnich minutach Kolejorz mógł strzelić nie jednego, ale kilka goli. Zawiodła go skuteczność, brakowało spokoju i odrobiny szczęścia, by sfinalizować coraz groźniejsze akcje. Wydaje się, że gdyby mecz został przedłużony o tyle czasu, ile trwało oglądanie przez sędziego powtórek, dopiąłby swego. Dariusz Żuraw był po meczu rozżalony postępowaniem arbitrów. Gdyby nie VAR, który niczego nie rozstrzygnął w sposób właściwy, Lech by mecz wygrał.

Lech Poznań - Zagłębie Lubin 1:1 (0:0)

Bramki: Kamil Jóźwiak (47’) - Filip Starzyński (85’ – rzut karny).

Żółte kartki: Nikola Vujadinović (90’) - Bartosz Slisz (24’), Sasa Balić (65’).

Lech: Jasmin Burić - Robert Gumny, Dimitris Goutas, Nikola Vujadinović, Wołodymyr Kostewycz - Tymoteusz Klupś, Łukasz Trałka, Pedro Tiba, Kamil Jóźwiak (90’ Krzysztof Kołodziej) - Filip Marchwiński (86’ Maciej Gajos), Darko Jevtić (76’ Piotr Tomasik).

Zagłębie: Konrad Forenc - Bartosz Kopacz, Lubomir Guldan, Damian Oko, Sasa Balić - Bartosz Slisz, Filip Jagiełło - Bartłomiej Pawłowski (90’ Dawid Pakulski), Filip Starzyński, Damjan Bohar (78’ Alan Czerwiński) - Patryk Tuszyński (89’ Jakub Mares).

Wdzów: 7.855.