Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Szachtar ośmieszył słabiutkiego Lecha

włącz .

Co za szczęście, że do pierwszego ligowego meczu pozostał cały tydzień. Lech ma jeszcze trochę czasu, by nauczyć się gry w piłkę nożną. To, co pokazał w rozgrywanych w Turcji sparingach, napawa głębokim smutkiem. Albo nasi piłkarze są śmiertelnie zmęczeni, albo stracili to wszystko, co pokazywali pod koniec roku. Ostatni mecz kontrolny, przeciwko Szachtarowi, gładko przegrali 0:3.

Bez Gumnego i Gytkjaera, z Amaralem w ataku, Marchwińskim na „dziesiątce” rozpoczął Lech spotkanie przeciwko klasowej ukraińskiej drużynie. Było ono nudne, bo nic sensownego na boisku się nie działo. Ot, panowie ganiali za piłką, od czasu do czasu ktoś komuś ją podał. Utytułowany przeciwnik sprawiał dużo lepsze wrażenie, szybciej i sprawniej operował piłką, zamykał Lecha na jego połowie. Poznańskiej drużynie nie udawało się właściwie nic, mnożyły się tylko faule, więc sędzia raz po raz wstrzymywał grę.

Dopiero po pół godzinie Lechowi udało się trochę śmielej zaatakować, podejść pod pole karne Szachtara, gdzie niestety Amaral w charakterystyczny dla siebie sposób pogubił się w dryblingach. Po chwili Szachtar znów przejął inicjatywę. Burić obronił centrostrzał skrzydłowego. Obrońcy wybili piłkę na róg. Obrona przy tym stałym fragmencie się posypała. W dobrej sytuacji znalazło się dwóch zawodników Szachtara. Jeden z nich bez trudu dał swej drużynie prowadzenie.

Lech nie dążył do wyrównania. Znów się zamknął na własnej połowie, a przeciwnicy swobodnie prowadzili kolejne ataki pozycyjne. Między jedną drużyną a drugą widać był taką różnicę, jaka dzieli Ligę Mistrzów od polskiej ekstraklasy. Strata tylko jednej bramki to sukces Lecha. Mogło ich paść jeszcze kilka. Kolejorz grał tak, jakby zależało mu wyłącznie na ukryciu przed obserwatorami wszelkich swych piłkarskich walorów.

Druga połowa zaczęła się z dużym opóźnieniem z powodu ulewy, a boisko po niej, zwłaszcza w niektórych miejscach, przypominało basen. O dziwo, Kolejorz nie odstawał już od rywala. Mecz się na chwilę wyrównał, momentami nawet poznańska drużyna miała inicjatywę. Nie miała natomiast siły ofensywnej pozwalającej to zdyskontować. Dopiero Żamaletdinow, który pojawić się na boisku, potrafił stworzyć coś groźniejszego. Natomiast mocna ekipa z Ukrainy podwyższyła prowadzenie strzałem z tak ostrego kąta, że obowiązkiem Buricia było odbić piłkę.

Kilka minut później Szachtar łatwo rozmontował nieruchawą defensywę Lecha kilkoma szybkimi podaniami wyprowadzając swego gracza na czystą pozycję. Pokonanie poznańskiego bramkarza po raz trzeci pozostało formalnością. Minutę później sędzia zakończył nierówny pojedynek. To, co oglądaliśmy nakazuje czekać na piłkarską wiosnę, a raczej zimę z wielkimi obawami. Lech jako drużyna w sparingach nie istniał.