Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kompromitacja w Szczecinie. Znów!

włącz .

Ten mecz pokazał, jak żałośnie słaby jest obecny Lech. Drużyna naszpikowana zawodnikami wysoko opłacanymi i sprowadzanymi za wielkie jak na naszą ligę pieniądze kompletnie zawiodła. Znów! Została zdemolowana przez Pogoń z anonimowymi graczami w składzie, głównie Polakami, ale ambitnymi i młodymi, mądrze ustawionymi przez doświadczonego trenera. Dramat trwa.

Podczas przedmeczowej konferencji prasowej Ivan Djurdjević wyraził zadowolenie z powrotu niemal wszystkich zawodników do zdrowia. Zwiększyło to konkurencję, dało mu też większe możliwości. Dzień później posłał do boju identyczny skład, jak w meczu poprzednim. Uznał widać, że zwycięskiej drużyny nie zmienia się. W Szczecinie przekonał się, jak słaby jest to zespół. Źle zorganizowany, niepewny swego, mający słabe punkty.

Mecz mógł się o dziwo zacząć dla Lecha bardzo dobrze. Już po trzech minutach powinien prowadzić, gdy Gytkjaer znakomitym podaniem wyprowadził Amarala na pozycję sam na sam z bramkarzem. Portugalczyk dość długo przymierzał się do skierowania piłki obok niego i obrońca Matynia zdążył z interwencją. Widać było, że w tym meczu Lech będzie usiłował wykorzystywać ustawienie z wahadłowymi, dające przewagę w ofensywie.

Mankamentem takiej taktyki jest osłabienie boków obrony, bo Wasielewski i Kostewycz rzadko w porę meldowali się pod własnym polem karnym. Pogoń próbowała to wykorzystać. Stosowała pressing, starała się oskrzydlać Lecha. Po akcji prawą stroną boiska z ostrego kąta uderzył Majewski trafiając tylko w słupek. Burić nie miałby szans na interwencję. Były piłkarz Lecha był głównym kreatorem gry gospodarzy, dobrze wykonywał stałe fragmenty gry. Przewyższał Tibę, Amarala, Jevticia razem wziętych.

Po jednym z takich zagrań Majewskiego padł gol dla gospodarzy. Wybił rzut rożny, piłka wyszła poza pole karne, a tam czekał na nią Podstawski, który uderzył tak, że Burić był bez szans na obronę. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki. W kolejnym meczu wyjazdowym Lech miał pecha, tracąc gola po fantastycznym strzale z dystansu zawodnika miejscowej drużyny.

Inna sprawa, że prowadzenie Pogoni nie było przypadkowe. Lech nie mógł znaleźć recepty na jej ataki i ograniczał się do obrony, momentami rozpaczliwej. Dużo lepiej radzili sobie zawodnicy ze Szczecina. Chwilę później mogli podwyższyć wynik. Będący w idealnej sytuacji Buksa strzelił źle. Goście odgryźli się dobrze rozegraną akcją po złym wybiciu przez bramkarza. Piłkę otrzymał Gytkjaer i był bliski skierowania jej do bramki, gdy znów jak spod ziemi wyrósł Matynia i był tylko rzut rożny. Fatalnie zresztą rozegrany, piłka została bojaźliwie wycofana z połowy boiska do Buricia. Trener z niezrozumiałych powodów toleruje takie „nowoczesne” zagrania.

Kilka minut przed końcem pierwszej połowy było już 2:0. Znów ze stałego fragmentu dośrodkował Majewski. Dvali znajdował się na pozycji spalonej, nie został więc zaatakowany i nie miał problemów z wbiciem piłki do bramki. Niestety, wcześniej odbiła się ona od Trałki, więc o nieuznaniu gola nie było mowy. Pogoń dalej atakowała, łatwo wymieniała podania przed polem karnym Kolejorza. Wyglądało to coraz gorzej i wywołało dezaprobatę kibiców z Poznania. Pod koniec pierwszej połowy goście przycisnęli, ale w ich grze zbyt dużo było chaosu, by mogli cokolwiek wskórać. Rozegranie prostego ataku przekracza ich obecne umiejętności.

Wydawało się, że po przerwie trener przeprowadzi zmiany wpuszczając na boisko zawodników ofensywnych, próbując ratować punkty. Uznał jednak, że w konstruowaniu ataków Wasielewski bardziej się przyda niż Makuszewski. W drużynie z Poznania wiele było słabych punktów. Nie było korzyści z Jevticia, równie bezproduktywnym okazał się Amaral. W tej sytuacji przejęcie inicjatywy przez Lecha nie wchodziło w rachubę.

Goście długo nie potrafili stworzyć zagrożenia, za to Pogoń wciąż była groźna, szczególnie po stałych fragmentach gry. Dopiero po zmarnowaniu 12 minut drugiej połowy trener wpuścił na boisko skrzydłowych –Jóźwiaka i Makuszewskiego. Siła ofensywna wzrosła, ale tylko w teorii, bo w praktyce ciągle kulało konstruowanie akcji. Brakowało jakiegokolwiek pomysłu. Pogoń kontrolowała wydarzenia i ani myślała wycofać się do obrony. Po kolejnym zmarnowanym ataku przez Lecha wyprowadziła skuteczną kontrę wykorzystując brak bocznego obrońcy i prowadziła 3:0.

Im dłużej trwał mecz, tym bardziej bolały zęby od patrzenia na żałosne próby Lecha. Druga połowa nie przyniosła żadnej odmiany, nie było ofensywnego zrywu, była bezładna szamotanina. Tego, co dzieje się z Lechem trudno już nawet nazywać kryzysem. To już jest totalna zapaść.

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 3:0 (2:0)

Bramki: Tomas Podstawski (22'), Lasza Dwali ('40), Adam Buksa ('60)

Żółte kartki: David Niepsuj ('16), Marcin Wasielewski ('45), Dimitris Goutas ('86)

Pogoń: Łukasz Załuska - David Niepsuj ('77 David Stec), Sebastian Walukiewicz, Lasha Dvali, Hubert Matynia - Zvonimir Kożulj, Tomas Podstawski - Kamil Drygas, Sebastian Kowalczyk, Radosław Majewski (83' Spas Delew) - Adam Buksa ('83 Michał Żyro).

Lech: Jasmin Burić – Marcin Wasielewski ('57 Maciej Makuszewski), Dimitris Goutas, Thomas Rogne, Vernon De Marco, Wołodymyr Kostewycz – Pedro Tiba, Łukasz Trałka, Joao Amaral ('57 Kamil Jóźwiak) – Christian Gytkjaer, Darko Jevtić ('66 Dioni).