Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Chcą pokonać Legię. Będzie cud nad Wisłą?

włącz .

Lech mierzy się z Legią kilka razy w każdym sezonie, ale od dawna nie było tak trudno wytypować wyniku, jak przed niedzielonym spotkaniem. Żadna z drużyn nie prezentuje stabilnej formy. O Lechu można powiedzieć, że formy nie ma wcale, a jednak punktów zdobył w tym roku dokładnie tyle, co Legia, oba domowe mecze wygrał. Mecz odbędzie się niestety w Warszawie, co z automatu stawia Lecha w fatalnej sytuacji.

Żadna seria nie trwa w nieskończoność, więc kiedyś Lech wygra i na wyjeździe. Być może nawet jeszcze w tym sezonie, pod wodzą Nenada Bjelicy. Polska liga jest nieobliczalna, niespodziewane wyniki nikogo nie szokują, ale zwycięstwo Lecha przy Łazienkowskiej, biorąc po uwagę wszystkie okoliczności, trzeba byłoby uznać za sensację. Legii nie stać na dwie z rzędu domowe porażki, akurat z największymi rywalami w walce o mistrzostwo. Zrobi wszystko, by zrehabilitować się za ostatnią klęskę, a nie będzie musiała grać w liczebnie osłabionym składzie.

Lech gra stylem, którego nijak określić nie można. To raczej brak jakiegokolwiek stylu. Nenad Bjelica w każdym meczu eksperymentuje ze składem. Jak to określa – stosuje różne kombinacje. Bardziej to wygląda na metodę prób i błędów niż na wdrażanie sensownego systemu. Jedynym elementem, który powtarza się w każdym meczu, jest odpuszczenie środka boiska. W Lechu nie ma rozgrywającego. Brakuje gry kombinacyjnej, bardziej przemyślanego sposobu przedostawania się pod bramkę przeciwnika niż akcja skrzydłem i dośrodkowanie w pole karne, gdzie albo jest jakiś napastnik, albo go nie ma.

Z pewnością Legia będzie próbowała zdominować Lecha, osiągnąć przewagę. W takiej sytuacji dobrze jest polegać na solidnej obronie i wyprowadzać kontrataki. Tego jednak Bjelica jeszcze Lecha nie nauczył. W jesiennych i wiosennych meczach zdarzało mu się bronić przed atakami rywala, ale dobrej kontry nie pokazał ani jednej. I nic dziwnego, bo brakuje mu piłkarzy, którzy po przejęciu piłki potrafią ją rozegrać, uruchomić kolegę prostopadłym podaniem. Wszystkie piłki kierowane są do boku, albo bezpiecznie wycofywane. Prób zaskoczenia rywala szybkim atakiem nie ma wcale.

Jagiellonia wygrała w Warszawie, bo potrafiła wykorzystać grę w przewadze. Poza tym ma piłkarzy myślących. Nie kopią piłki gdzie popadnie, w przeciwieństwie do Lecha nie wybijają jej w miejsce, gdzie znajdują się tylko przeciwnicy. Po każdym odbiorze następowała seria zagrań z pierwszej piłki, każdy gracz był w ruchu, wyprzedzał rywala, łatwo było przedostawać się pod bramkę. Legia stała się przy tym żałośnie bezradna. Lech mógłby spróbować tego samego, ale czy go stać? Raczej nie. Jeżeli wymienia podania i próbuje gry kombinacyjnej, to tylko na własnej połowie. Posypało się to wszystko, czym imponował rok temu. Nie ma pressingu, odbierania piłki obrońcom, atakowania dużą liczbą graczy, kreatywności Jevticia, Majewskiego, Makuszewskiego.

Niewątpliwie Bjelica znów zaskoczy składem, co będzie utrudnieniem dla przeciwników, ale i dla piłkarzy Kolejorza, bo tej drużynie brakuje stabilności, wypracowanych schematów gry. Piłkarze Jagiellonii podawali sobie w ciemno, rzadko chybiali. W Lechu natomiast mnożą się nieporozumienia, a jeżeli uda się rywala zdominować, jak w końcówce meczu ze Śląskiem, to dzięki żywiołowości, lepszemu przygotowaniu fizycznemu. Rywal z Wrocławia pod koniec „siadł”. Trudno wierzyć, że podobna przypadłość dotknie Legię.

Trener żongluje ustawieniem piłkarzy, ale kilku graczy cieszy się jego szczególnym zaufaniem. Możemy być pewni, że znów nie zmieni linii obronnej. Pozostawi też Gajosa i Trałkę, bo nie ma innego wyjścia. Gra dwoma napastnikami jest tym razem mało prawdopodobna. Chobłenko podniesie się z ławki w drugiej połowie, by – zależnie od wyniku – zastąpić Gytkjaera lub do niego dołączyć. Zagra też chwalony przez trenera Radut. Po kolejnym nieudanym meczu Barkroth raczej znajdzie się na ławce. W pierwszym składzie wystąpi Situm, który w niczym nie jest lepszy od Jóźwiaka. Być może trener sięgnie po Majewskiego, któremu daje szansę co drugi lub co trzeci mecz.

Jeden i drugi klub łączy fatalna atmosfera. Legia wydała majątek na klasowych piłkarzy, nie szukała ich w Skandynawii lecz tam, gdzie futbol stoi na wysokim poziomie. Póki co ligi nie zawojowała, a „Jaga” ujawniła jej słabości. Trener Lecha przyznaje, że w Lechu zrobiło się „katastroficznie”, ale i przekonuje, że z wynikami nie jest aż tak źle. Nad drużyną jednak nie panuje. W środę w doliczonym czasie urwała się ze sznura, ale to nie powód do świętowania, bo gra jest okropna, a piłkarzom trudno wyzwolić w sobie ducha walki. Sukces w Warszawie byłby darem z niebios. Jak mówił klasyk – tu nie ma co gadać, trzeba modlić się o cud.